Wpisy

  • wtorek, 11 lipca 2017
    • Porcelanowe lalki Tarnowianki

      "Pamiętajcie o lalkach zakurzonych, porwanych

      pamiętajcie o lalkach

      z każdym rokiem przez was mniej kochanych

      pamiętajcie o lalkach, porzuconych na strychu

      pamiętajcie o lalkach

      które tęsknią do was wciąż po cichu"

      l_sodkie_dzieciaki

      Z okazji czerwcowych Dni Miasta w tarnowskim teatrze można było obejrzeć wystawę porcelanowych lalek z kolekcji tarnowianki, Teresy Waydowicz.

      Nigdy nie miałam dużo lalek, ale zawsze tęskniłam za nimi, dlatego ta wystawa to dla mnie powrót do dzieciństwa, powrót do marzeń.

       Zbiór Teresy Waydowicz liczy ponad 1200 lalek.

      L_kola_z_T_Waydowicz

      Miłością do lalek zapałała ponad 20 lat temu, kiedy będąc na wycieczce we Włoszech na jednej z wystaw sklepowych zobaczyła „małe porcelanowe cudo”, jak często określa lalki ze swojej kolekcji.

      – Akurat przechadzaliśmy się po ulicach Asyżu. Za jedną ze sklepowych gablot zobaczyłam lalkę. Spodobała mi się tak bardzo, że postanowiłam wejść do środka i zapytać o jej cenę. Przekraczając próg sklepu moim oczom ukazało się dziesiątki porcelanowych lalek. Byłam oczarowana. Niestety ceny były tak wysokie, że decydując się na zakup jednej sztuki… nie starczyłoby mi pieniędzy, aby przetrwać do końca wycieczki. Zrezygnowałam z zakupu, ale obiecałam sobie, że jeżeli tylko wrócę do kraju, znajdę podobną lalkę i bez zawahania wydam na nią pieniądze.

       

      Pani Teresa pierwszą lalkę zakupiła w… Pewexie. Nie pamięta ile za nią zapłaciła, jednak były to nieporównywalnie mniejsze pieniądze w stosunku do tych, które miała wydać we Włoszech.

      – Dziewczęcy ubiór, biały fartuszek w groszki… Wtedy postanowiłam, że na jednej na pewno się nie skończy. Zaczynałam odwiedzać mniejsze sklepiki, targi, czy bazary. Szukałam unikatów. Tematem lalek w Polsce nikt za bardzo się nie interesował, więc niektóre kosztowały mnie naprawdę grosze.

       L_pamietajcie_o_lalkach

      – W domu chodzę slalomem. Ponad 900 lalek znajduje się w kartonach i naprawdę nie mam już ich gdzie pomieścić. Chciałabym mieć pomieszczenie, w którym zorganizowałabym stałą wystawę swojej kolekcji. Z informacji jakie posiadam, jedna z takich wystaw znajduje się w Paryżu, gdzie ojciec wraz ze swoim synem zgromadzili blisko 600 lalek. Prawdopodobnie moje muzeum byłoby więc największym tego typu w Europie!

       L_pierroty

      Wszystkie zgromadzone lalki zachowały oryginalne stroje, niektóre są wyposażone w pozytywki i potrafią poruszać głową i kończynami do taktu wygrywanych przez nie melodyjek. Do kolekcji należą między innymi porcelanowe pierroty, arlekiny, clauny i czarownice. Wśród lalek znajdują się też prawdziwe unikaty, jak lalka pochodząca z przełomu XIX i XX wieku, wyprodukowana w manufakturze najsłynniejszego niemieckiego wytwórcy porcelanowych lalek, Armanda Marseille’a i dzieła sygnowane przez amerykańską firmę Franklin Mint z Pensylwanii, działającą od 1964 roku.

      L_w_stylu_Ani_z_ZW

      Są Indianki, Murzynki, Japonki, Cyganki, a nawet ... zakonnice

      L_lalki_zakonnice

      L_indianka

      W XIX wieku w konstrukcji lalki zaczęto używać do produkcji porcelanowej masy. Pierwsze lalki porcelanowe były wykorzystywane jako modele, przedstawiały dorosłe damy, na których krawcy prezentowali klientom swoje kreacje.  

      Właśnie niedawno czytałam o tym trendzie książkę Christine Trent, "Lalki królowej", opisującej dzieje Francuzki Claudette, mającej nadzwyczajny talent tworzenia przepięknych lalek, uwielbianych przez królową Marie Antoninę. Bardzo polecam tę pasjonująca powieść!

      L_lalki_krlowej

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 lipca 2017 11:23
  • czwartek, 06 lipca 2017
    • Tarnowski Ratusz i kot

      Popatrzcie, czy nie piękny obraz?

      obraz_tarnowski_ratusz_i_kot2

      To teraz troszkę jego niezwykłej historii.

      W 2015 roku wydany został piękny album "Tarnów w malarstwie".

      Znaleźć w nim można m.in. obrazy zmarłej rok temu artystki Jolanty Jakimy-Zerek. Są tam dwie reprodukcje obrazów olejnych: "Zaułek" i "Koci zamek" i kilka szkiców. Ale nie ma obrazu kota przed tarnowskim Ratuszem, który pamiętam z jakiejś wystawy poplenerowej. Już wtedy wpadł mi w oko. Ale sądziłam, że na pewno mnie na niego nie stać, więc nawet nie zapytałam o cenę. I ten kot wydawał mi się taki wielki, przerysowany, karykaturalny niemal, może groźny? Ale zapadł mi w pamięć.

      I wyobraźcie sobie, że latem 2015 roku realizowałyśmy z siostrzenicą taki letni projekt: obiady w tarnowskich restauracjach publikowany na moim blogu: "Prowincja w globalnej wiosce". Trafiłyśmy do restauracji Braterska na ulicy Szujskiego, którą rozreklamowała Magda Gessler, w rewolucjach kulinarnych. Restauracja miała jeden ciekawy, niespotykany element wystroju: otóż na ścianach wiszą autentyczne obrazy lokalnych twórców, budzących wielkie zaciekawienie gości. I w dodatku obrazy te są na sprzedaż! I był tam znajomy mi już kot z tarnowskim ratuszem w tle.

      I wtedy już musiał trafić do mojego mieszkania.

      Nosi on nazwę "Retrospecja" (w ramach cyklu Tarnoviana), został namalowany w 2001 roku; jest to obraz olejny na płótnie, o wymiarach 80x60.

      Bardzo go lubię!

      Jeszcze kilka słów o autorce: Jolanta Jakima-Zerek urodziła się w 1944 roku w Sanoku, zmarła 1 VII 2016 r.

      jolanta_jakima_zerek

      Studiowała w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi, którą ukończyła w roku 1968; dyplom otrzymała na Wydziale Ubioru. Uprawiała malarstwo, rysunek, rysunek żurnalowy, ilustrację. Na liście swych osiągnięć zapisała blisko sześćdziesiąt wystaw indywidualnych indywidualnych malarstwa, rysunku i rysunku żurnalowego w różnych miastach Polski. Uczestniczyła w bez mała trzystu wystawach zbiorowych, krajowych, zagranicznych i międzynarodowych. Była trzykrotnie stypendystką MKiS. Namalowała Drogę Krzyżową do Kościoła p.w. Podniesienia Krzyża w Rzeszowie. Ilustrowała tom poezji Bułata Okudżawy pod tytułem „Piosenki i wiersze” (przeł. W. Kaleta - Rzeszów 1999).

      Wiem z poszukiwań w necie, że była autorką jeszcze jednego tarnowskiego obrazu: "Niedziela na Burku"; był on licytowany w ramach akcji tarnowskiego Caritasu. Ale dotąd nie udało mi się trafić na jakiś jego ślad.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 lipca 2017 12:27
  • środa, 28 czerwca 2017
  • wtorek, 23 maja 2017
    • Babciny ogródek w centrum miasta

      Wreszcie kawałek ziemi przed moim blokiem, który kiedyś był trawnikiem, wygląda zielono i kolorowo.

                  Już trzeci rok próbuję zreanimować tę ruinę, która pozostała po ociepleniu i malowaniu bloku. Nie mam raczej doświadczenia ogrodniczego, więc po prostu sadzę te rośliny, które mi się podobają. Berberys, forsycja, tawuły, hortensje, hosty, lawenda, czosnek i trawy ozdobne, bukszpan, wiosną krokusy, tulipany i narcyze.

                  Powstała kompozycja jak w babcinym ogródku: kolorowa i wszystkiego po trochę.

                  Mnie się podoba.

                  Podoba się również innym - sąsiadom i tym, którzy tędy przechodzą:)

      ogrdek_na_blog

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 maja 2017 12:04
  • piątek, 21 kwietnia 2017
  • środa, 18 czerwca 2014
  • wtorek, 20 maja 2014
    • Tarninówka – prezent z Tarnowa

      Jednym z artykułów promujących nasze miasto jest herbata z tarniny – laureatka konkursu „Turystyczna pamiątka z regionu”.

      Herbata jest intensywna w kolorze i smaku, pąsowa, kwaskowata, orzeźwiająca.

      tarninówka

      Według medycyny ludowej „kwiat zażyty jak herbata oczyszcza krew i żołądek zwalnia. Sok wyciśniony z owoców niedojrzałych smak ma cierpki i ściągający, zastawia (powstrzymuje) biegunki. Kora ma własności zbliżone do chininy; wyciąg z niej może się z pomyślnym skutkiem używać w febrach zimnych.”

      A centrum informacji turystycznej miasta tak ją promuje:  „Ta herbatka najmocniej kojarzy się z Tarnowem, którego nazwa, według kronikarza Jana Długosza, pochodzi od krzewów tarniny, gęsto porastających pobliską Górę Św. Marcina. Założyciel Tarnowa, Spycymir Leliwita wybudował zamek wśród krzewów tarniny, a w jego piwnicach leżakowały wina i nalewki z tej „dzikiej śliwki”, która do dzisiaj rośnie w pobliżu zamkowych ruin.”

       

      Ponoć tarnina rośnie też na jednym ze skwerów w centrum Tarnowa.

      Muszę się rozejrzeć na którym:)

      

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Tarninówka – prezent z Tarnowa”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 20 maja 2014 09:58
  • wtorek, 06 maja 2014
    • Dom z kokardkami

      Stoi przy ulicy Brodzińskiego 20, nieopodal skrzyżowania z ulicą Asnyka.

      dom w kokardkami

      Niewiele o nim wiem.

      Jest domem wyłącznie mieszkalnym, jednopiętrowym, z balkonem nad bramą wejściową.

      Zbudowany niewątpliwie w stylu secesyjnym.

      Jest już bardzo zniszczony. Ale i tak elewacja zachwyca.

      Kokardki nadają mu lekkości i kokieterii.

      kokardka na elewacji

      A w jednym z okien na piętrze wypatrzyłam witraż.

      witraż w oknie

      To niezwykłe, bo wszystko wskazuje, że nie jest to witraż klatki schodowej, lecz witraż w pomieszczeniu mieszkalnym. Chyba jakieś owoce tu widać, może to okno kuchni?

      Wyobrażacie sobie, jak pięknie by ten dom wyglądał po remoncie?

      Pastelowa elewacja na przykład - może miodowa lub rozbielona poziomka i kremowe kokardy…

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Dom z kokardkami”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 maja 2014 10:26
  • czwartek, 01 maja 2014
    • Elewacje domów – zabawa kolorem

      Wiek XIX, początek wieku XX, jeszcze nawet czasy międzywojenne – to był piękny czas dla powstających budynków, zarówno prywatnych, jak i instytucji; wiele takich mamy w Tarnowie, o symetrycznych bryłach i przepięknych elewacjach.

      A później nastał czas banalnych klocków, początkowo z cegły, potem z betonu. Niczym się od siebie nie różniły, chyba tylko ilością pięter i coraz mniejszą powierzchnią mieszkań.

      Cóż, co wybudowano, to wybudowano. Ale przy okazji remontów i ociepleń domów, miejski zarząd budynków wpadł na znakomity pomysł: domy te mogą stać się ładne (jeśli nie piękne) poprzez kolor. Zabudowa mieszkalna centrum miasta zyskała nowe oblicze, bardzo kolorowe. Pomalowano domy w geometryczne pasy, kwadraty i prostokąty, stosując żywe, nasycone kolory: żółty, brązowy, pomarańczowy, oliwkowy, miętowy, rozbielone kakao i czekolada.

      Mój dom jest żółto-brązowy

      kolorowe domy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 maja 2014 08:48
  • wtorek, 29 kwietnia 2014
    • Kino Łączność

      Wprawdzie ulica Mickiewicza i instytucje przy niej się znajdujące, opisane zostały bardzo dokładnie w przewodnikach i opracowaniach o Tarnowie, ale nie wspomina się w nich, że kiedyś było tu kino. Było, było. Chodziłam tam jako dziecko.

      Mieściło się w budynku poczty.

      poczta

      Kiedy wchodzi się do budynku poczty, kiedy pokona się te dość strome schody, za wahadłowymi drzwiami trzeba skręcić w prawo i potem jeszcze raz w prawo. Tam była sala kinowa. Dziś jest tam agenda jakiegoś banku, jakaś hala operacyjna.

      Kino działało mniej więcej w latach 60-tych XX wieku, raczej niezbyt długo, pewnie dlatego, że nie przynosiło spodziewanych zysków; widownię stanowiła głównie dzieciarnia – tak to przynajmniej zapamiętałam.

      Wiecie, pamiętam nawet dość dokładnie jeden z filmów, który tam obejrzałam. To było „Żółte Psisko”; tak płakałam na tym filmie, tak mi żal było tego psa, który przyplątał się do pewnej rodziny w Teksasie, zaprzyjaźnił się z nimi, zwłaszcza z młodszym synem, ale niestety, ratując tych ludzi przed wściekłym wilkiem, zaraził się wścieklizną i musiał zostać zastrzelony…. Ale to film Disneya, dziś powiedzielibyśmy: familijny, nie zostawili nas z takim smutkiem. Żółty pozostawił po sobie dzieciaka! Kiedy oszczeniła się domowa (chyba) suczka, okazało się, że jeden ze szczeniaków to wykapany Żółty! I szaleje tak jak i on.

      Do dziś pamiętam refren piosenki: „Hej, Żółty! Pies musi być tam gdzie ja”

       

      Poszperałam trochę i okazało się, że nie tylko ja pamiętam ten filmJ

      To „Old Yeller” z 1957 roku, w reżyserii Roberta Stevensona, oparty na książce Freda Gipsona pod tym samym tytułem. To pierwszy Disney'owski film oparty na pomyśle "chłopiec i jego zwierzak", a jego sukces spowodował powstanie kolejnych filmów w tej konwencji. Pies, który wystąpił w tym filmie, nazywał się Spike i wytresowany został przez słynnego hollywoodzkiego tresera zwierząt Rudd Weatherwax'a.

       

      No to jeszcze słowa piosenki z filmu:

       Mój Żółty był łajdakiem

      I to nie byle jakim

      Kradł kury i kurczęta w każdą noc

      Farmerzy się smucili

      Złodzieja nie wykryli

      A Żółty ucztował co noc

       

      Ref...

      Hej Żółty, noga - żółty

      Pies musi być tam, gdzie i ja

      Hej Żółty, wracaj Żółty

      Nie ma takiego już psa

       

      Mój Żółty był przybłędą

      Lecz psem był całą gębą

      Polował na zwierzynę całe dnie

      Po jakimś gończym dziadku

      Zdolności dostał w spadku

      I żyłkę myśliwską we krwi

       

      Ref...

      Hej Żółty, noga - żółty

      Pies musi być tam, gdzie i ja

      Hej Żółty, wracaj Żółty

      Nie ma takiego już psa

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Kino Łączność”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      negresca
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 kwietnia 2014 15:15